Alternative flash content

Requirements

  • Nasz Partner
  • projekt1
  • projekt unijny
  • Bezpieczna szkoła
  • 1940
  • image
  • Jan Paweł II
  • image
  • Rodzina szkół im. Jana Pawła II
  • Szlachetna paczka
  • image
  • projekt2

Licznik odwiedzin

008611273
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Zeszły tydzień
Ten miesiąc
Zeszły miesiąc
Od początku
4535
7644
23952
8554002
113435
125183
8611273

Aktualności

Game is over?

Wróciliśmy z obozu narciarskiego w Rudawach Janowickich w paśmie Karkonoszy

Wyjazdowe zimowisko w górach to niezła szkoła życia. Trzeba być zorganizowanym, punktualnym, posłusznym.

Stok narciarski to nie miejsce na figle. Należy wykonywać polecenia instruktora i ćwiczyć. Nie wolno pokazywać słabości. Nie poddajemy się i bez przerwy równamy do najlepszych. Tu rywalizacja jest zdrowa. Wszyscy są równi, mają takie same szanse. Ćwiczymy w trzech grupach o zróżnicowanym poziomie umiejętności. Trochę ukrywamy się za kolorowymi szkiełkami gogli, ale i tak imię każdego z nas widoczne jest na odblaskowej kamizelce. Kask i buty narciarskie, o zgrozo, nie zapinają się na pilota. Są twarde jak skorupa. Na początku zakładanie i zdejmowanie butów to prawdziwa męka. I jeszcze te deski! Każda jedzie w inną stroną. Na pojedynczej może byłoby łatwiej, ale tam z kolei obie nogi są uwięzione na tej jednej. Upadek tzw. „gleba”! Zderzenie z twardą rzeczywistością w rzeczywistości. Trochę boli. Nie można zrobić „cofnij”, ani kliknąć „new game”. Trzeba stanąć na nogi. Niedługo zawody w zjeździe, będą medale w czterech kategoriach.

Po pierwszym dniu oddycha się jakoś inaczej, płuca niby lżejsze, szybciej i chętniej nabierają powietrza. Czujemy jak ten życiodajny gaz penetruje najskrytsze zakamarki naszego ciała. Serce przyśpiesza. Wszystko przez ten trening i kryształowo czyste powietrze. Czujemy się upojeni świeżością. To dziwne, ale kilka godzin wytrzymujemy bez komórki. Wjazd, zjazd, wjzad, zjazd i tak w kółko … nuda?! Deski przestają się rozjeżdżać. Umówiły się czy co, że będą obok siebie? Zaczynamy przyśpieszać, skręcać, hamować, słyszymy szum w uszach, a przecież jest bezwietrznie. Apetyt rośnie! Obiad i kolacja znikają w mig, ale kuchnia dostarcza dodatkowe porcje.

Po obiedzie codziennie wyjazd na wycieczkę, w tym do stolicy Czech – Pragi, gdzie szekspirowskie „być albo nie być …” to bytka abo ne bytka to je zapytka. Dolny Śląsk jest faktycznie bogaty w atrakcje. Wieczorem nareszcie można nic nie robić, ale coś trzeba robić. Nareszcie moja komórka poświęci mi trochę czasu.

„Proszę pana, czy pan mnie słyszy, jak pan ma na imię?”. Jak to było po kolei? - Trzeba podejść od głowy i przyłożyć dwa palce do tętnicy leżącego człowieka. Tak zaczyna się nauka reanimacji, którą prowadzi nasz Pan doktor. Wszyscy muszą przećwiczyć na fantomie masaż serca i sztuczne oddychanie i to po kilka razy. Pan doktor nie odpuszcza nikomu. Ale to dobrze.

Porządek musi być! Sprzątanie w pokoju, ścielenie łóżka, wynoszenie śmieci, cisza nocna, pobudka to szara codzienność zimowiska.

Wracamy odwrotnie jak przyjechaliśmy, najpierw autobusem do Wrocławia, następnie pociągiem do Bydgoszczy.

Game is over? Nie, to się działo naprawdę.

Czy nareszcie w domu? To je zapytka!

md